Wiadomości

Zamknij

Czarnobyl. Mroczna turystyka, popkultura, gry komputerowe oraz fake newsy

PAP 08:08, 26.04.2026 Aktualizacja: 19:46, 25.04.2026
Skomentuj Czarnobyl. Mroczna turystyka, popkultura, gry komputerowe oraz fake newsy fot. AI

Do katastrofy w elektrowni atomowej w Czarnobylu doszło 26 kwietnia 1986 roku. Wybuch czwartego reaktora siłowni doprowadził do skażenia części terytoriów Ukrainy i Białorusi.

Substancje radioaktywne dotarły też nad Skandynawię, Europę Środkową, w tym Polskę, a także na południe kontynentu - do Grecji i Włoch. W strefie wokół Czarnobyla do dziś obowiązuje zakaz osiedlania się ludzi. Książka "Ostatni ludzie Czarnobyla" o samosiołach pokazuje jednak, że nadal ludzie tam żyją, bo części osób pozwolono na powrót do swoich domów do wysiedleniu. W wioskach na terenie zony - jak powiedział PAP Machnik - żyje jeszcze 11 osób.

Pik turystyczny strefa osiągnęła w roku 2019, gdy do Czarnobylskiej Stefy Wykluczenia wjechało blisko 125 tysięcy osób. Miało to ścisły związek z premierą serialu HBO o katastrofie elektrowni w Czarnobylu. Pandemia ruch ten ograniczyła - ukraińskie dane wskazują na 36 tysięcy w roku 2020, ale też na odbicie do 73 tysięcy w roku 2021.

Atak Rosji na Ukrainę w 2022 r. de facto zamknął strefę dla klasycznej turystyki. Wjeżdżają tam obecnie głównie naukowcy, dziennikarze, delegacje państwowe. O zaminowaniu lasów w strefie napisał autor książki "Ostatni ludzie Czarnobyla" Krystian Machnik.

- Rosyjskie wojska poza śmiercią i zniszczeniem zostawiły za sobą nieprawdopodobny chaos. Administracja została kompletnie sparaliżowana, Rosjanie zabrali dyski twarde ze wszystkich komputerów; przepadły więc dane ludzi mających prawo wjeżdżać do strefy, w tym moje. Pracownicy rozkładali ręce – nie mogli wystawić przepustek; nie mieli jak. Mijał tydzień od wyzwolenia, a ja wciąż nie znalazłem możliwości, by dostać się do samosiołów, którzy już drugi miesiąc byli bez dostaw jedzenia - pisał Machnik, który spędził w strefie już blisko 500 dni swojego życia. To on zauważył tam coś, co umykało wielu eksploratorom, zainteresowanym znajdowaniem lokacji z gier, które od lat bardzo chętnie wykorzystywały Czarnobyl do budowania fabuł. Znalazł ludzi i życie.

- Osoby, które grały w „Call Of Duty 4” wjeżdżały do Czarnobyla, aby porównać lokacje. Niekoniecznie zwiedzały Prypeć w tradycyjny sposób - mówiła w wywiadzie dla kanału Czarnobylcy dr Anna Duda z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Specjalistka Instytutu Studiów Międzykulturowych od lat zajmuje się fenomenem mrocznej turystyki w strefie wykluczenia.

To ona napisała w artykule "Mroczna turystyka w obliczu wyzwań ponowoczesności na przykładzie Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia", o kontrowersjach związanych z zachowaniem części turystów odwiedzających tłumnie po roku 2017 Czarnobyl i Prypeć.

- Innym przykładem, gdzie łapanie pokemonów budzi kontrowersje, jest Czarnobylska Strefa Wykluczenia. Przestrzeń ta ze względu na znamienny wpływ kultury popularnej, szczególnie gry „S.T.A.L.K.E.R.” czy „Call of Duty IV”, ale także nakręcone tam horrory, czy powstałą na ten temat literaturę, jest miejscem dysonansu kulturowego. (...) Niewątpliwie jednak to właśnie rzeczywistość 2.0 w dużej mierze decyduje o charakterze rozrywkowym miejsca. Wizualne doświadczanie Zony jest jedną z ważniejszych motywacji polskich turystów decydujących się na wyjazd - mówiła dr Duda, autorka badań kulturoznawczych na ten temat.

Przywoływała przykład gry w Pokemon Go, która w przypadku Muzeum Holocaustu, uznawana jest za zachowanie niegodne tego miejsca, odnosząc się także do kontrowersji w związku z szukaniem pokemonów w pobliżu miejsca największej katastrofy w historii energetyki jądrowej.

„Trudno powstrzymać się od porównania szukania stworków do szukania hot-spotów, czyli cząsteczek promieniotwórczych w skażonej przestrzeni. Jest to jedna z najważniejszych turystycznych atrakcji Zony. Turyści gromadzą się wokół tego szczególnego punktu i z dreszczykiem emocji obserwują zmieniające się na liczniku wartości. Doświadczenie dodatkowo wzmacnia wydobywający się coraz intensywniejszy dźwięk. (...) Zwiedzający oczywiście za pomocą licznika starają się na swoich profilach społecznościowych umieścić zdjęcia tego, co niewidzialne gołym okiem, aby tym samym pokazać w jak wyjątkowym miejscu się znajdują” - opisywała dr Duda w artykule naukowym.

Zwracała także uwagę na to, że performatywne zachowania turystów stały się nieodłącznym elementem czarnobylskiego krajobrazu. Jak podkreślała, na wzór gry „S.T.A.L.K.E.R.” lub „Call of Duty” zwiedzający „skradają się, punkty must see nazywają lokacjami, oczyma wyobraźni stają się bohaterami ulubionych postapokaliptycznych gier”. „Niektórzy nawet zakładają podobne ubrania do swoich wirtualnych idoli, a wszystko po to, aby efektowniej wyglądać na zdjęciach, co czasem spotyka się z krytyką” - zauważyła badaczka.

Zupełnie inny cel mają wyjazdy do samosiołów, których samotność w opustoszałych 96 miejscowościach (obecnie ostatni ludzie Czarnobyla żyją w czterech wioskach) jest doświadczeniem trudnym do opisania dla osób żyjących w XXI wieku w gęsto zaludnionych miastach, ale nawet na wsiach w innych miejscach globu.

O pierwszej wizycie w zonie z pomocą humanitarną, już po odbiciu terenu z rosyjskiej okupacji Machnik pisał tak: „Pierwsza wojenna wizyta była więc bardzo specyficzna. W miejscu wysadzonego mostu na rzece Uż pojawił się wojskowy most pontonowy. Kołysał się, gdy ostrożnie sunęliśmy na drugą stronę, do Czarnobyla”.

„Na wjeździe do miasta naszym oczom ukazały się zaś gruzy budynku, w którym Rosjanie podczas okupacji urządzili sobie sztab. Wysadzili go, gdy się wycofywali. Po mieście walały się zniszczone autobusy, niegdyś dowożące pracowników elektrowni do pracy. Weszliśmy do jednego ze sklepów. Znajdujący się w środku bankomat został wybebeszony, a w miejscu, gdzie znajdowała się kamera, odciśnięty był kształt kolby od kałacha. W innym czarnobylskim sklepiku, którego właścicielka, Natasza, dobrze nas kojarzyła i zawsze wiedziała, że piję tylko czarną herbatę bez cukru, nie zostało prawie nic; kompletnie go ograbiono” - relacjonował pisarz, nazywany „wnuczkiem Czarnobyla” przez żyjące tam nadal babuszki.

Katastrofa w Czarnobylu to także cały czas pojawisjące się w przestrzeni publicznej fake newsy, głównie oparte na operowaniu strachem i lękiem ludzi przed radiacją, promieniowaniem, skutkami katastrofy.

- Główne przerysowanie katastrofy w mediach dotyczy liczby ofiar związanych z tą katastrofą - powiedział PAP prof. Kamil Fedus z Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UMK w Toruniu. Powołał się na raport Komitetu Naukowego ONZ ds. Skutków Promieniowania Atomowego (UNSCEAR), który stwierdza, że 134 pracowników elektrowni jądrowej i członków ekip ratowniczych było narażonych na działanie bardzo wysokich dawek promieniowania jonizującego, po których rozwinęła się ostra choroba popromienna.

Fizyk podkreślił, że w dość krótkim czasie ok. 30 osób zmarło w związku z chorobą popromienną. - W kontekście katastrofy podaje się także nieprecyzyjne dane dotyczące zachorowalności na raka tarczycy w związku z pochłonięciem izotopów jodu. Odnotowany wzrost zachorowań nie był związany z tylko ze skutkami katastrofy, ale także z coraz powszechniejszymi i prowadzonymi na znacznie większą skalę badaniami profilaktycznymi - powiedział dr Fedus.

Wskazał także, że operowanie strachem związanym z czarnobylską katastrofą zasadza się na braku zrozumienia jak działa promieniowanie, jak zmienia się jego działania wraz z odległością i czasem ekspozycji. Zwrócił również uwagę na chętne wyolbrzymianie danych związanych z tą katastrofą przez ruchy niechętne energetyce jądrowej.

Na wiele nadal powszechnych w przestrzeni publicznej fake newsów zwraca także uwagę portal poświęcony tej tematyce, czyli napromieniowani.pl. Jednym z nich jest stwierdzenie, że w reaktorach w Czarnobylu produkowano pluton do bomb atomowych.

„Dlaczego więc reaktor RBMK miał konstrukcję zbliżoną do reaktorów wojskowych, w tym moderator grafitowy? Odpowiedź jest prosta - oszczędności. Gdyby moderatorem była woda pod ciśnieniem, to konieczne stałoby się też zrobienie zbiornika ciśnieniowego, którego Związek Radziecki nie był w stanie wówczas wyprodukować. Oddzielanie plutonu na poszczególne izotopy, to z kolei proces szalenie długotrwały, drogi i nieopłacalny. Zwłaszcza uwzględniwszy, że w 1970 roku Związek Radziecki dysponował już 10.000 głowic jądrowych i potroił tę liczbę w ciągu następnej dekady. Przy tak ogromnej produkcji zbrojeniowej nie musieli na siłę modyfikować reaktorów cywilnych” - wyjaśniają eksperci z tego portalu.

Tomasz Więcławski (PAP)
twi/ par/

(PAP)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu faktyct.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%